0 komentarzy

Najbardziej irracjonalny powód kupowania ebooków

Uwielbiam czytać książki. Kupuję ich ogromne ilości. Tak ogromne, że po przeprowadzce 4 lata temu nie zdołałem wszystkich pomieścić. Inna sprawa, że kwestii biblioteczki nie rozwiązałem do końca – „coś” z tym muszę zrobić. Znaczy znaleźć na nie nowe miejsce. Albo spakować filmy. Albo jedno i drugie…

Oczywiście w pewnym momencie stwierdziłem, że książki należy kupować w formie bezpapierowej. Też kupiłem sporo – ale mimo to, ebooki stanowią obecnie drobny ułamek w ogólnej kolekcji książek. Jest jedna rzecz, która czasem powoduje, że wizyta w księgarni kończy się zakupem, a jest to… zapach. Nowa książka pachnie w sposób, który (przynajmniej we mnie) wzbudza chęć do czytania. Jasne, że tak naprawdę, to książka śmierdzi fabryką. Ale dla mnie to jest zapach i to taki, który skutecznie mnie do książki przyciąga.

Nie stosuję też metody wypożyczania lub pożyczania książek – często do nich wracam. Rekordowe pozycje przeczytałem na pewno więcej niż 10 razy w ciągu całego życia. Nie posiadam zbyt wielu książek, które przeczytałem tylko raz. I żadnej, której nie przeczytałem – nie jestem z tych, którzy książki na metry kupują wyłącznie po to, żeby biblioteka wyglądała imponująco.

Ebooków posiadam gdzieś pewnie około setki. W dużej mierze są to pozycje pobierane z darmowych źródeł. I mam na myśli oczywiście źródła legalne. Czy książkę w postaci ebooka czyta się lepiej? Na pewno łatwiej się zarządza biblioteką (polecam Calibre – genialny program). Fajniej też czyta się na raty – zakładki w formie elektronicznej pozwalają w łatwy sposób czytać kilka książek na raz. Mimo wszystko, choć miałem moment zachłyśnięcia, kiedy to wszystkie książki kupowałem w wersji „e”, to powoli wracam do kupowania cegieł na półkę. No chyba, że znajdę czytnik ebooków, który wydziela zapach księgarni… Tym mniej intensywny, im starsza i częściej czytana książka.

Przykładam też duże znaczenie do tego jak książki na półce wyglądają. Jeśli tylko mogę – wybieram wersję w twardej okładce. I niestety z przykrością stwierdzam, że wydawcy kierują się w większości ekonomią – bo książki są drukowane na coraz gorszym papierze, bez mała toaletowym, w małym „kieszonkowym” formacie i w miękkiej okładce. Ja rozumiem - ekologia - to jest dobry powód… Ale jeśli ktoś zdecydował się na wydanie 40-50 złotych na książkę, to dopłaci jeszcze 10 za dobrej jakości papier i twardą okładkę. Preferuję też książki szyte od klejonych. Ale to cecha książek luksusowych i w twardych okładkach…

Moja półka stojąca w mieszkaniu jest odbierana pozytywnie, chociaż ja raczej jestem nudny – kupuję tych samych autorów. Ale mimo wszystko wrażenie jest pozytywne. I tutaj docieramy do sedna. Bardzo często jestem proszony o pożyczenie książki. I zawsze mam chwilę wahania – bo ja o książki bardzo dbam. Nawet te, które mają 10 lat i zostały wielokrotnie przeczytane nie noszą śladów użytkowania, żadnych zagiętych rogów, rozpadania się książek klejonych, itd… Niestety zdarza mi się otrzymać książki zwrotnie, które są zniszczone. Może nie do śmieci, ale jednak widać, że są zużyte…

Jakkolwiek bezsensowny by ten powód nie był – warto kupować ebooki, bo nie trzeba się martwić ich uszkodzeniem.

Podziel się:

Komentarze

Brak komentarzy. Wyraź swoją opinię jako pierwszy!

Komentuj

Adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem (*).